Felietony i eseje

Undertale i natura spoilerów

Okres growych podsumowań ubiegłego roku już za nami. Bezpiecznie można stwierdzić, że zeszłoroczne „topki” zdominowały dwa tytuły: Wiedźmin 3 i Undertale. Jako, że jestem pretensjonalnym hipsterem, a zobowiązania zawodowe zmusiły mnie do spędzenia dużo więcej czasu z Wiedźminem, niż bym komukolwiek życzył, to dzisiejszy artykuł poświęcę temu drugiemu tytułowi.

Czy RPGi muszą kończyć się „z pierdolnięciem”?

RPGi już od dłuższego czasu przyzwyczaiły nas, że muszą kończyć się „z pierdolnięciem”: długi, wielopoziomowy loch będący kryjówką głównego antagonisty, po nim zaś epicka walka z finałowym bossem. Jeśli jest ona wymagająca, wprowadza specjalne reguły starcia oraz wymaga od nas radzenia sobie ze specjalnymi, unikalnymi atakami, to mamy przed sobą grę dekady. Tylko czy tak faktycznie musi być w każdym tytule?

Czemu „The Stanley Parable” mógłby być świetnym RPGiem?

Tekst autorstwa C.

Zacznijmy od wyjaśnienia sobie czegoś - TSP grą w odgrywanie ról nie jest. "Stanleya" trudno w ogóle grą nazwać - jest to raczej brutalna dekonstrukcja wszelkich złudzeń interaktywności w grach komputerowych. Zwrócona w samą siebie, świadoma swojej iluzorycznej natury, przestaje przypominać grę - jak przedstawienie teatralne, w którym rolą aktorów na scenie jest po prostu grać aktorów na scenie. Stąd symboliczne przedstawienie menu głównego: komputer na biurku wyświetlający ten sam obraz, co monitor gracza - wraz z samą maszyną, na której ekranie również widać to samo - i tak dalej.

Meanwhile, in Skyrim... [Epizod 1]

Słuchajcie, słuchajcie, bywalcy RPG Center! Niniejszym przedstawiamy wam pierwszą część epopeji "Meanwhile, in Skyrim...", czyli historii żywcem z piątej części Starszych Zwojów wziętych. Autorem tej opowieści o przygodach w dobrze znanej i kochanej krainie Skyrim jest nie kto inny jak C, pełniący okazyjnie rolę naszego forumowego barda. Cieszcie więc swe oczy tą pasjonującą lekturą, przyjaciele!