Meanwhile, in Skyrim... [Epizod 1]

Słuchajcie, słuchajcie, bywalcy RPG Center! Niniejszym przedstawiamy wam pierwszą część epopeji "Meanwhile, in Skyrim...", czyli historii żywcem z piątej części Starszych Zwojów wziętych. Autorem tej opowieści o przygodach w dobrze znanej i kochanej krainie Skyrim jest nie kto inny jak C, pełniący okazyjnie rolę naszego forumowego barda. Cieszcie więc swe oczy tą pasjonującą lekturą, przyjaciele!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Ponieważ ktoś najwyraźniej zagiął na Ahirii parol, Kadżitka postanowiła nie czekać na rewanż rodziny i przyjaciół zbirów odesłanych przez nią do Eteriusa w czynie samoobrony. Spakowawszy swoje książki, opuściła wynajęty pokój w karczmie w Górskim Strumyku, czy jak się zwała wioska, do której przywiódł ją nørski towarzysz niedoli z Helgen. Zdążyła jeszcze poduczyć się absolutnych podstaw tworzenia pancerzy i broni od lokalnego kowala, po czym udała się daleko na północny wschód, do Winterhold, by dostać się do tamtejszej szkoły czarodziejstwa i pozyskać wiedzę o potężniejszych zaklęciach od znanego jej miotacza ognia, miotacza błyskawic i miotacza mrozu.

Podróż składała się z jednego dnia nieustannego biegu interwałowego. Po drodze zaczepiło mnie parę zmutowanych pająków, przed którymi uciekłem i dwa wygłodniałe wilki na tyle zdesperowane, że instynkt przezwyciężył strach przed chodzącym na zadnich nogach kotem zionącym ogniem z rąk. Psy zostały zmienione w żywe pochodnie, ponieważ okazały się zbyt szybkie i wytrzymałe, by im umknąć. Minęła mnie też para Nørdów goniąca uciekającego łosia(?) i jeden kurier Grömøpłaszczek, z nikim jednak nie zamieniłem słowa, ponieważ gdyż. Muszę powiedzieć, że Niebobrzeg wydał mi się żywy dzięki tym losowym spotkaniom. Nie zatrzymując się w drodze, przeszedłem obok jakichś czterech-pięciu lokacji, które zaznaczyłem sobie w mentalnej mapie jako miejsca do zwiedzenia. Obszedłem też Whiterun (Białą Grań, tę, z której wywodziła się jakaś słynna pani alchemik z Balmory z trzeciej ery!) łukiem, ignorując wymogi głównej linii fabularnej, by zagadać z tamtejszym earlem.

Pod koniec dnia, zbliżając się do Zimowej Twierdzy, wycieńczoną wysiłkiem fizycznym kotkę zaatakował kolejny śmiertelnie wygłodniały wilk, tym razem lodowy. Wyglądał podobnie do zwykłego, ale jego numerki były większe od numerków zwykłych przedstawicieli gatunku Canis Lupus. Zanim się stopił, prawie mnie zagryzł, ale ponieważ najwidoczniej jestem głęboko powiązany z Histem i całą energią witalną Aurbis, moje śmiertelne rany szybko się zasklepiły bez jakiejkolwiek akcji z mojej strony.

Do Winterhold dotarłem późnym zmierzchem. Twierdza okazała się skromną mieściną. Wkrótce po moim przybyciu rozpętała się burza śnieżna. Jeden ze stróżów spytał się, czy ktoś nie ukradł mi mojej słodkiej bułeczki, ale ponieważ nadal miałem jedną w ekwipunku, kupioną w karczmie w Pipidówie Małej, zjadłem ze smakiem na jego oczach i ruszyłem dalej. Zwiedzając mieścinę, dwóch "niedoświadczonych nekromantów" z jakiegoś powodu zaatakowało jakąś sprzedawczynię i zostało zaszlachtowanych. Nikt nie rościł sobie prawa do ich magicznej odzieży, skonfiskowałem ją zatem.

Na końcu wioski dotarłem do misternie wykonanego pomostu. Stojąca w przejściu Dunmerka poinformowała mnie, że w życiu nie przejdę, a dopytana dalej, przyznała, że dotarłem do mojego celu - Winterhold College. Gdy wyraziłem chęć dołączenia do szkoły jako uczennica, zostałem poddany próbie:

Nie są to trzy pytania Corristo z Gothica. Pani elfka spytała tylko o jedną rzecz i z trzech możliwych opcji tylko jedna wydawała się rozsądnym wyborem. Udzieliłem odpowiedzi podświetlonej na obrazku, zdradzającej największą ciekawość świata. Podejrzewam, że nawet gdyby inne odpowiedzi były błędne, to w przeciwieństwie do Kręgu Ognia, nadal miałbym szansę dostać się do ekskluzywnego grona studentów akademii w Zimowej Twierdzy - czy to odpowiadając po raz drugi, czy też wdzierając się do środka przemocą.

Drugą częścią testu (nie pamiętam, czy przed pytaniem, czy dopiero po nim) było powierzenie mi zaklęcia przywołania atronacha ognia i poproszenie mnie o rzucenie go. Próba sprowadziła się do prostego sprawdzenia, czy spełniam wymogi posiadania +5 do many (zaklęcie kosztowało 150 punktów magii). Miałem jedynie +3, ale wspomagając się skrzętnie zachowanym na tego typu okazje magicznym kapturem zwiększającym maksymalną pojemność na manę, udało mi się zdać prosty egzamin wstępny. Nie pamiętam już, jakie premie dawały szaty niedoświadczonych nekromantów, ale przeczuwam, że zwiększały maksymalną manę akurat o tyle, by nawet postać, która nigdy nie zwiększała swojej many mogła rzucić wymagane zaklęcie. Proste poszukiwanie przygód, proste rozwiązywanie problemów, proste życie.

Dwie minuty po powiedzeniu mi, bym spadał na drzewo, zostałem powitany z otwartymi ramionami w college'u. Z miejsca przydzielono mi przytulny pokoik w internacie i natychmiast (choć było bardzo późno w nocy) rozpoczęto zajęcia. Poza mną było dosłownie trzech innych nowych studentów, co wydało mi się niedorzecznie srogim niżem demograficznym, najpewniej spowodowanym atakami nekromantów i lodowych wilków.

Stanąłem obok jakiegoś Khajiita (pierwszego rodaka, którego spotkałem w Niebobrzegu! Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że społeczność akademicka będzie bardziej kolorowa od pospólstwa i byłem uradowany, gdy moje domysły okazały się prawdziwe) i wsłuchałem się w słowa profesora (ufam, że bretońskiego pochodzenia). Reszta studentów okazała się niecierpliwymi bucami i bezczelnie poganiała wykładowcę, by zakończył wykład i przeszedł do części praktycznej. Ja oczywiście oponowałem, z szacunku dla nauczyciela, lecz ten zamiast wyrzucić nieokrzesaną trójkę z mikroaudytorium, uległ ich żądaniom i poprosił mnie, bym wykorzystał nauczonego się z jednej z ksiąg magicznych zaklęcia odbicia, by ochronić się przed jego zaklęciem ofensywnym. Przypomniałem sobie, że faktycznie takie posiadałem, zacząłem je zatem przygotowywać w prawej ręce, w lewej dzierżąc wciąż małą kulkę ognia. Gdy tylko wzniosłem ręce do góry, stało się coś niedobrego, bo całe istnienie zamarło (gra się zawiesiła).

Kategoria: