Coś dla Odmiany - Soczyste Indyki

Wszyscy lubimy gry RPG, prawda? Gdybyśmy ich nie lubili to by nas tutaj nie było. I dobrze, bo gry RPG często zapewniają całą masę rozrywki i niezapomniane przeżycia. Ale prawda jest taka, że nawet najlepszy temat wałkowany bez przerwy w końcu zbrzydnie. A na to, żeby zbrzydły nam RPGi zgody nie ma! Dlatego raz na jakiś czas warto wprowadzić Coś dla Odmiany - cykl artykułów zajmujących się wszystkim, co ciekawe, tylko nie grami RPG. Produkcje Indie, strategie, FPSy, wyścigi, platformówki - one będą naszymi gośćmi. Rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie o tym, co tam słychać w świecie gier nie-RPG, a na dobry początek zapraszamy na Soczyste Indyki!

Anarcute

Humorystyczna gra autorstwa grupki francuskich studentów, która z projektu wykonywanego na potrzeby zajęć wydziałowych przeobraziła się w pełnoprawną produkcję komercyjną, Anarcute to swego rodzaju "symulator prowadzenia zamieszek ulicznych".

Akcja gry toczy się w świecie, gdzie władzę absolutną sprawuje nikczemna korporacja, szerząca kłamliwą propagandę i zwalczająca niesforną opozycję. Tej dyktaturze sprzeciwia się jednak garstka obywateli - małych zwierzątek w czerwonych koszulkach. Wychodzą oni na ulicę, by zamanifestować swoje niezadowolenie i wyzwolić swoje miasto spod władzy tyranów. Po drodze obrastają w coraz to większy tłum, przyłączając do walki o sprawę napotykane po drodze grupki przechodniów i ostatecznie ruszają do walki z policją i wojskiem, które starają się opanować sytuację.

Choć brzmi to poważnie, to oprawa audiowizualna oraz mechanika gry szybko dają nam do zrozumienia, że mamy raczej do czynienia z komedią niż z dramatem. Pomijając cukierkowy styl naszych dzielnych anarchistów, komicznie wygląda też otoczenie oraz nasi przeciwnicy - w zbyt dużych maskach przeciwgazowych i o wiecznie groźnym spojrzeniu, wspierani przez lasery zamontowane na skrzyżowaniach, pola minowe i karykaturalnie wielkie armaty. Kolejne misje polegają na przebijaniu się patrolowanymi przez reżim ulicami, odbijanie kolejnych grup pozwalających wzmocnić naszą siłę przebicia i zdejmowania flag przeciwnika w kluczowych miejscach miasta. Po kilku wykonanych misjach w danym mieście likwidujemy potężną wieżę radiową, wykorzystywaną do rozgłaszania propagandy i ruszamy wyzwolić kolejną metropolię. A to wszystko przy wykorzystaniu dowolnych środków czynienia krzywdy bliźniemu swemu - nasi podopieczni nie tylko z ogromną determinacją rzucają się osobiście na przedstawicieli reżimu, ale też chętnie podnoszą z ziemi wszelkiej maści pachołki, doniczki, budki telefoniczne a nawet samochody, by później rzucać nimi w przeciwników. Krótko mówiąc, ciężko oczekiwać po tym tytule czegoś więcej niż paru godzin radosnej rozwałki dokonywanej przez równie radosny tłum demonstrujących kotków, szopów, aligatorków i króliczków - jeśli właśnie tego szukasz, jest to zdecydowanie gra dla Ciebie.

Crush Your Enemies

Prosta, acz dość ciekawa i przepełniona świetnym, rubasznym humorem strategia czasu rzeczywistego autorstwa polskiego studia Vile Monarch, którego członkowie dawniej pracowali chociażby nad This War of Mine.

Pamiętacie Conana Barbarzyńcę? Pamiętacie, co według niego było najważniejsze w życiu? Po pierwsze, zmiażdżyć swoich wrogów! Po drugie... yyy... no, ten... a z resztą, nieważne, co było potem. Skupcie się tylko na punkcie pierwszym. Miażdżenie Swoich Wrogów to jedyne, czym musicie się kierować grając w tę produkcję.

Oto na królestwo Generii najechała horda barbarzyńców, których wódz nosi się z zamiarem odzyskania ziem, które niegdyś utracił jego przodek. Oznacza to, że musi zmiażdżyć wszystkich wrogów, którzy staną mu na drodze, a naszym zadaniem jest mu w tym pomóc. Jednocześnie, ten groźny wojownik próbuje nauczyć swojego cierpiącego na nadwagę syna, co to znaczy być prawdziwym barbarzyńcą, a dzisiejsza młodzież doprawdy jest trudnym materiałem nawet dla tak doświadczonego pedagoga.

Zabawa sprowadza się do prowadzenia naszej armii od jednego miasta do drugiego i toczenie kolejnych potyczek. Po dotarciu do posterunku wrogich wojsk, przenosimy się na pole bitwy, na którym przyświeca nam cel Zmiażdżenia Swoich Wrogów. Każda mapa ma też cele dodatkowe, np. "Zmiażdż Swoich Wrogów w mniej niż 2 minuty" albo "Zmiażdż ich zachowując co najmniej 30 ludzi", ale ostatecznie dla szanującego się barbarzyńcy i tak liczy się tylko zwycięstwo. Do tegoż dążymy przy pomocy wiernych nam oddziałów składających się maksymalnie z pięćdziesięciu wojowników każdy. Na każdej mapie, oprócz oddziałów naszych i nieprzyjacielskich, znajdują się też budynki, które mogą w znaczący sposób wspomóc naszą sprawę. I tak zwykła chata pozwala nam rekrutować podstawowych chłopów (chociaż główny protagonista i tak podejrzewa, że chłopi po prostu grzmocą się jak króliki w tej chatce), zbrojownia zamieni ich w opancerzonych wojowników a wieża strażnicza pozwoli im obrzucać pociskami pobliskich wrogów. Gdy już zwerbujemy wystarczająco dużo wojsk, ruszamy na tereny zajęte przez przeciwnika, przejmujemy kontrolowane przez niego pola, zdobywamy budynki i na koniec robimy to, co każdy barbarzyńca robi najlepiej - Miażdżymy Swoich Wrogów!

Totally Accurate Battle Simulator

Absolutnie Dokładny Symulator Bitwy to gra genialna w swej prostocie. Najprościej rzecz ujmując, to skrzyżowanie pospolitego mordobicia i Total War, czyli pomysł kompletnie szalony, który jednak ma szansę się sprawdzić. Piszę "ma szansę", bo gra jest dopiero w fazie pre-alfa, ale już teraz warto się nią zainteresować.

Założenie gry jest wręcz trywialne - przed bitwą dysponujemy określoną kwotą pieniężną, listą dostępnych rodzajów żołnierzy i dużym kwadratem symbolizującym "naszą" część pola bitwy. Za posiadanie zasoby kupujemy jednostki wszelkiego rodzaju, od chłopów stanowiących mięso armatnie poczynając, przez mieczników, włóczników, tarczowników, łuczników z krótkimi i długimi łukami, kończąc na rydwanach, balistach i armatach. Następnie rozmieszczamy ich na planszy i zaczynamy walkę. Nad przebiegiem bitwy nie mamy kontroli, możemy tylko oglądać jej przebieg i trzymać kciuki za swoich podwładnych. Co nie znaczy, że jest to nudne - przeciwnie, bitwy są zazwyczaj bardzo szybkie, więc nie sposób się znudzić w oczekiwaniu na koniec potyczki.

To, na co mamy wpływ, to jak już napisałem, ustawienie naszych żołnierzy oraz ich typ, który wystawimy do bitwy. Jest to bardzo istotne, gdyż działa tutaj klasyczny model "kamień-papier-nożyce", czyli wystawienie dużej liczby żołnierzy jednego rodzaju i tak nie zapewni nam zwycięstwa, jeśli wróg będzie posiadał kontrujące nas jednostki. Ustawienie żołnierzy w zwartej grupie, zwłaszcza jeśli za plecami mamy strzelców albo maszyny oblężnicze to też nie najlepszy pomysł - jednostki dalekosiężne mają bowiem skłonność do wykonywania honorowej salwy w plecy swoich kamratów, jeśli ci będą mieli pecha znaleźć się na linii ognia. Rydwany szarżujące bezmyślnie w kierunku wroga mogą łatwo przetrzebić nasze własne szeregi, jeśli niefortunnie ustawimy je przed bitwą, a balisty mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku masakrując sojusznicze oddziały.

Tym, co sprawia szczególną radość, jest fizyka ciał naszych żołnierzy. Pomijając fakt, że prą oni bezmyślnie w kierunku najbliższego wroga, to robią to oni często w komicznych pozach, teoretycznie możliwych ale w praktyce zupełnie nierealnych dla żołnierza. Wymachują swoją bronią jak porażeni, ganiają się w kółko niczym bohaterowie Benny Hilla i oczywiście, po śmierci często doznają komicznych wręcz konwulsji. Jeśli nie przeszkadza wam szczątkowa grafika (moim zdaniem podkreślająca tylko ironiczny styl gry) i brak jakiejkolwiek inteligencji wśród naszych podkomendnych, to możecie się całkiem nieźle bawić.

Kategoria: